Cap Haitien (Cap Francais)

     "W pięknym tym i niegdyś bogatym, dziś całkiem zburzonym mieście utrzymywała się jeszcze główna kwatera jenerała Rochambeau, naczelnego rządzcy wyspy. W por­cie znaleźliśmy kilkanaście rozmaitej wielkości okrętów wojennych i admirała Latouche Trecil, któremu składa­jąc raport, dostrzegliśmy łódź od brzegu płynącą, był to nasz kapitan Przebendowski, teraz adjutant jen. Ro­chambeau, wysłany dla dowiedzenia się co miał zna­czyć ten nowo przybyły okręt.

Zaproszony, wraz z kapitanem okrętowym na obiad i posadzony po lewej stronie rządzących, zapytany od nie­go, jak ten kraj uważam odpowiedziałem: że bardzo górzysty.. Rozumiem, odrzekł mi, znam ja was we Włoszech i lud wasz za ciężki do działania w górach, dla tego poślę was w równiny do części południowej bynajmniej nie zniszczonej, gdzie powinno wam być do­brze. Jakoż drugiego dnia kapitan okrętu odebrał roz­kaz udać się z nami do Cap Tibouron i tam nas na ląd wysadzić, a mnie, dowiadywać się o najbliższego jene­rała i pod jego pójść komendę."

Artur Oppman, Na San Domingo Obrazy i Wspomnienia, Warszawa, 1917, Pamiętnik Kazimierza Małachowskiego

     W Cap dnie i noce spędzano w głównej kwaterze na ucztach i hulankach, nie bacząc na nędzę powszechną. Do czynnych i należał najwyższy z oficerów Polaków szef brygady Dembowski, zatrudniony w sztabie. W wycieczce z 29 lipca miał dwa konie ubite pod sobą. Od 24 października komenderował placówkami pierwszej linji.

Adam Mieczysław Skałkowski, Polacy na San Domingo, Poznań, Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, 1921

     Po śmierci generała Leclerc, Krysztof i Dessalines przez czas niejaki w nieczynności zostawali, poczem, połączywszy sity swoie, na Cap-Français uderzyli i opanowali wzgórza, wznoszące się nad miastem. Generał Rochambeau, pomimo krytycz­nego położenia, w którem zostawał, nie tracąc gło­wy, wystawił baterię w plantacyi Vertière, z któ­rej dobrze wymierzonym ogniem działowym wielką klęskę zadał murzynom i do cofnięcia się zmusił. Dotąd, pomimo często niepomyślnie staczanych bi­tew, departament zachodni po większej części był  jeszcze w mocy Francuzów, departament zaś po­łudniowy, utrzymywany w posłuszeństwie przez walecznego Laplume, w kwitnącym zostawał stanie.

Artur Oppman, Na San Domingo Obrazy i Wspomnienia, Warszawa, 1917

     Pod Cap Français na nowo murzyni z gór awansowali, przed samym dniem atakowali Fran­cuzów i resztę Polaków z I-go batalionu, gdzie po­między Francuzami i Polakami stanął jeden bata­lion murzynów, który jeszcze nie przeszedł do swoich. Gdy się zaczęło strzelanie, wysypało się z gór mnóstwo murzynów. Wtem murzyni, co służyli u Francuzów, dali ognia na prawe skrzydło do Francuzów, a druga połowa na lewe skrzydło do Polaków i sami przeszli do murzynów. Francuzi cofali się pod armaty, które z cytadeli strzelały do murzynów, a kapitan Krzyszkowski z swoją kompanią odcięty cofał się nad morzem do małego opuszczonego domku. Czarni otoczyli ów dom. Polacy bronili się do ostatniego ładunku. Francuzi nie dali im żadnej pomocy. Murzyni podpalili dom a z nim padła ofiarą reszta niedobitków z całej naszej bry­gady polskiej.


Jakub Filip Kierzkowski, Pamiętniki kapitana wojska francuskiego, kawalera krzyża legii honorowéj, a na ostatku majora w wojsku polskiém, Warszawa, 1831

Po zajęciu wszystkich tych pozycyj, zgromadził Dessalines 20 tysięcy wojska pod Cap i dnia 15. listopada rozpoczął bombardowanie tego miasta, które jako z samych domów drewnianych złożone, niezwłocznie całe w płomieniach stanęło.

Kurier Lwowski 12