III Kolumna Pacyfikacyjna 1803 r.

Na podstawie Jan Pachoński, Polacy na Antylach i morzu karaibskim, Kraków, Wydawnictwo Literackie 1979 r.

Znajdująca się an pokładzie L'Argonaute większość III batalionu pod dowództwem Tyssota lądowała około 8 kwietnia 1803 r. w Tiburon. Nastąpiły pewne zmiany w obsadach kompanii, na skutek przydania oficerów z 3. półbrygady polskiej. Następnego dnia wyładowano dla garnizonu żywność i amunicję. Jeżeli mamy wierzyć kontradmirałowi Bedoutowi, był to ostatni moment, gdyż za dwa dni byliby to miasto zajęli powstańcy, rozzuchwaleni odparciem I kolumny gen. D’Arbois. Na okręcie tym przypłynął pełniący obowiązki dowódcy 114. półbrygady Zagórski; natomiast gen. Mikołaj Spital przebywał na zakotwiczonym w porcie liniowcu L’Athénais.

Niestety wyruszenie kolumny opóźniło zapadnięcie na żółtą febrę dowódcy III kolumny, mającej udać się przez Port à Piment ku Bourg des Coteaux, gen. Spitala. Mimo troskliwej opieki na pokładzie L’Athénais zmarł on 19 IV. Akcja III kolumny została chwilowo wstrzymana i dopiero przybycie adiutanta komendanta Lefebvre’a, który zdecydował się objąć dowództwo III kolumny, wyjaśniło sytuację.

Z raportu szefa sztabu gen. Thouvenota wiemy, że kolumna ta posuwała się dwoma grupami. Mniej liczną prowadził szef brygady Bernard (który początkowo miał dowodzić II kolumną) przez Icrois.

Druga pod wodzą Lefebvre’a, idąc dawnym nadmorskim szlakiem Małachowskiego przez Quartier des Anglais (22 IV)

Osiągnęła Morne Gris (23 IV). Wkrótce wojska pacyfikacyjne natknęły się na umocnienia wzniesione przez gen. Ferrou, który główną drogę zamknął redutą z pni drzewnych i ziemi. Od niej w górę na prawo ku Szarej Górze szły szańce, a ku morzu przeszkody drzewne wokół mniejszej reduty. Lefebvre postanowił atakować główną redutę, ubezpieczając się jedynie niewielkim oddziałem od obejścia z małej reduty. Polacy bez większego zapału podtrzymywali walkę na głównym odcinku przez 5 godzin, by dać możność szefowi szwadronu Borgelle’owi z 300 żołnierzami obejścia powstańców górami. Akcja powiodła się, powstańcy oskrzydleni opuścili pozycje. Kosztem 40 ludzi strona francusko-polska osiągnęła Chardonière, po czym małe miasteczko Bourg des Coteaux (o 12 mil od Tiburon).

Tu przybył adiutant komendant Jacqueleu, któremu gen. Brunet polecił objąć dowództwo III kolumny, jako znającemu lepiej teren; Lefebvre wracał na stanowisko szefa sztabu gen. Bruneta. Grupa szefa brygady Bernarda z pewnym opóźnieniem przybyła do Bourg des Coteaux 26 kwietnia.

Następnego dnia, jak podaje raport naczelnego wodza Rochambeau - cała III kolumna skierowała się (27 IV) przez Acul ku Cayes.

O milę od Bourg des Coteaux natknięto się na oddział 200 powstańców, których ścigano do Anse à Juif (Zatoki Żydowskiej). Tu znowu napotkano przeszkodę z ściętych drzew i zasieków w paru rzędach, która ciągnęła się od morza po stok górski Morne à Batteaux. Po pierwszych salwach Murzynów z ukrycia Polacy zamierzali wycofać się. Adiutanci komendanci Lefebvre i Jacqueleu powstrzymali ich. Wydzielono część żołnierzy do pozorowanego ataku pod dowództwem Jacqueleu na umocnienia na drodze, podczas gdy szefowi brygady Bernardowi polecono przeprowadzić okrążenie wzniesieniami. Równocześnie zaabsorbowano i lewe skrzydło powstańców (od morza) ostrzeliwując ich z dwóch zagarniętych w zatoce statków.

Akcja nie powiodła się, gdyż Polacy wysłani dla przeprowadzenia okrążenia, nie wiadomo z czyjego rozkazu, zamiast posuwać się jak najciszej, aby zaskoczyć przeciwnika, ruszyli przy odgłosie bębnów i gromkich okrzyków. Na skutek tego, gdy poczęli wspinać się na zbocze, uprzedzeni Murzyni zaczęli staczać na nich kamienie i ostrzeliwać. Spowodowało to śmierć wielu żołnierzy wraz z szefem brygady Bernardem. Reszta wojska w zamieszaniu wycofała się. Widząc to Jacqueleu próbował poderwać do akcji oddział polski, który uszykowany do boju stał przed główną barykadą. Ustawienia swego dobrego w regularnej walce, ale nie w spotkaniach kolonialnych nie chcieli absolutnie zmienić; uważali za ujmę krycie się przed ostrzeliwującymi Murzynami, ale również nie podjęli zdecydowanego, choć mocno ryzykownego ataku na barykadę. Woleli, jak z goryczą raportował później Jacqueleu;  w szyku ginąć od kul murzyńskich, niż posunąć się o krok naprzód.

Wobec tego Jacqueleu zarządził odwrót do Coteaux.

Dochowały się dwie sprzeczne opinie o tej utarczce. Pamiętnikarze Lux i Wierzbicki - obaj nieobecni w czasie akcji, gdyż Lux był st. sierżantem grenadierskiej kompanii I batalionu, Wierzbicki zaś objął 5. kompanię tegoż batalionu - znający teren z uczestnictwa w boju (27 III) i opierający się na relacjach kolegów, pisali o niebywałym męstwie Polaków, którzy atakowani ze wszystkich stron, mężnie wytrzymywali morderczy ogień. Gen. Rochambeau, mając przed sobą negatywne raporty Jacqueleu, starającego się usprawiedliwić swe niepowodzenie postawą Polaków, doszedł do wniosku, że Polakom nie można zarzucić tchórzostwa, gdyż dzielnie stali w ogniu nie bacząc na ogromne straty od strzałów. Natomiast w akcji uwidoczniło się zupełne nieprzygotowanie tych ludzi do walk kolonialnych, wymagających przede wszystkim działania indywidualnego, w rozproszeniu, podchodzenia, dobrego krycia się itp.

Tak więc i akcja III kolumny spaliła na panewce.

Na podstawie listów z Jamajki z 28 maja „Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” z 26 lipca (nr 59) podała, że „na wyspie St. Domingo zaszła krwawa bitwa z korzyścią dla Murzynów. Legia cudzoziemska [tak polskie półbrygady określono pod zaborami — J.P.] najwięcej w tej potyczce ucierpiała.  Straty polskie w dniu tym były poważne. Obejmowały niewątpliwie kilkudziesięciu zabitych i rannych. Wśród poległych byli: kpt. Piotr Szczepański, ppor. Ksawery Spital z III batalionu, syn generała Jan Józefowski oraz Józef Daszkiewicz. Ale z ran niebawem zmarli z 7. kompanii por. Józef Oloff d’Assarda, z 1. kompanii zaś ppor. Kazimierz Sawicki (19 V).

W Coteaux Jacqueleu zaokrętował swe oddziały pod osłoną korwety La Serpente i płynąc wzdłuż brzegu osiągnął Cayes (4 V). Nie jest jasne, dlaczego dysponując statkami dowództwo nie podjęło próby desantu na tyłach wroga. Według K. Małachowskiego w Cayes „wyniesiono na ląd chorego, zmartwionego niepowodzeniem” T. Zagórskiego, który wkrótce zmarł i pochowany został z honorami wojskowymi. Pozostawił on w testamencie (uwierzytelnionym przez Radę Administracyjną 114. półbrygady) cały swój majątek w kraju żonie Liwii.