IV Kolumna Pacyfikacyjna 1803 r.

Na podstawie Jan Pachoński, Polacy na Antylach i morzu karaibskim, Kraków, Wydawnictwo Literackie 1979 r.

Obecnie gen. Brunet zdecydował się na wysłanie IV kolumny w kierunku Bourg des Coteaux. Ale był to już koniec drugiej dekady kwietnia. Kolumna reprezentowała siłę 600 zbrojnych z dwoma działkami kalibru 3°. W skład jej wchodziły oddziały z 14. francuskiej półbrygady lekkiej (I batalion Leprosa), Polacy z 114. półbrygady liniowej (I batalion Małachowskiego oraz 4. kompania III batalionu) i miejscowa gwardia narodowa.

Dowództwo objął murzyński generał Laplume, silnie związany z Francją, doskonale znający teren i sposób walki powstańców, mający swych zwolenników na całym obszarze Południa. 

Występował on zawsze w paradnym mundurze generała francuskiego. Zadziwiał energią, pomysłowością i męstwem osobistym, cieszył się znaczną popularnością w szeregach wojsk francusko-polskich.

Kolumna skierowała się ku żyznej równinie Torbeck, rozciągającej się o 2 mile (ok. 8 km) od miasta. Okolice były na ogół zrujnowane i spalone, tylko gdzieniegdzie spotykało się jakieś zabudowania i uprawy. Nocą osiągnięto plantację kawy, opasaną niezbyt wysokim murem. Gen. Laplume, widząc błyskające z dala ogniska, sądził, że to biwakuje III batalion polski, który miał dotrzeć na równinę od strony Coteaux.

Wysłał więc sierżanta grenadierów K. Luxa dla zasięgnięcia języka. Gdy ten z paru grenadierami podsunął się pod placówki i widząc sylwetkę wartownika, rzucił przyjęte: - Qui vive? - odpowiedziano strzałami, które zraniły jednego z grenadierów. Gen. Laplume orzekł, że należy doczekać brzasku, by wyjaśnić sytuację.

Rankiem ujrzano wokół ogniska powstańców. Niektórzy Murzyni nosili kurtki i czapki polskie, które - jak twierdził Małachowski - specjalnie sobie upodobali. Krzyczeli, że to świadectwo ich zwycięstwa pod Acul (kiedy odrzucili z gór schodzącą II kolumnę).

Gen. Laplume, mając ze sobą nieco żywności, postanowił oczekiwać nadejścia III kolumny. Był jednak niepokojony przez powstańców. Po wyczerpaniu zapasów, nie mając żadnej wiadomości od strony Coteaux, zarządził odwrót.

Nie trzeba dodawać, że marsz Laplume’a w kierunku Coteaux miałby decydujące znaczenie dla III kolumny, gdyż zaszedłby tarasującego drogę przeciwnika od tyłu. Tak to zresztą było pomyślane.

Murzyni połączeni z Mulatami musieli tu reprezentować znaczną przewagę liczebną, skoro Laplume nie zdecydował się na posunięcie dalej; chyba jego sława wojenna spowodowała, że otaczający go szerokim kołem powstańcy nie odważyli się go zaatakować. Przypuszczalnie liczyli, że z braku żywności IV kolumna znajdzie się szybko w położeniu bez wyjścia. Laplume to dobrze rozumiał.

Zarządził odwrót w nocy i z największymi ostrożnościami; koła armatek i wozów zostały okręcone trawą i roślinami, zalecono posuwanie się w zupełnej ciszy. Gen. Laplume znajdował się przy straży przedniej, poprzedzającej IV kolumnę o jakieś 40 m. Gdy spotkano pierwszą placówkę powstańczą, na jej zapytanie: Qui vive?  Laplume odparł:  patrol. Po zbliżeniu się do Murzyna „uchwycił go za szyję, a powaliwszy go na ziemię gardło mu pałaszem poderżnął” ".

Gdy nadciągnął Małachowski z resztą kolumny, generał polecił mu posuwać się wolno naprzód, a sam z przednią strażą prowadzoną przez ppor. Karola Emerycha (4. kompania III batalionu) obszedł zaroślami oddział murzyński złożony z oficera i 30 zbrojnych. Siedzieli wokół drzewa, mając broń złożoną w kozły. Polacy uderzyli na nich niespodziewanie a gwałtownie, biorąc do niewoli 20 Murzynów i oficera. Przesłuchując go Laplume dowiedział się o sile i rozłożeniu przeciwnika. Okazało się, że otaczało go 9 batalionów powstańczych oraz 300 żołnierzy jazdy pod wodzą samego gen. Ferrou. Dzięki wskazówkom ujętego Murzyna mógł gen. Laplume wyminąć dwa bataliony rozłożone na kierunku jego marszu odwrotowego. Zmusiło go to jednak do obrania drogi manowcami. Zalecił też szybkie posuwanie się, często nawet biegiem. Wziętych do niewoli Murzynów używał do ciągnięcia dział; przy tym popędzano ich tak okrutnie, że Małachowski był wstrząśnięty bestialstwem generała murzyńskiego.

O 4 rano kolumna znalazła się na skrzyżowaniu zwanym „Cztery Drogi” 2 - 3 km od Cayes. Tu dognała ich jazda murzyńska. Okazało się, że gen. Ferrou zauważył brak straży wokół dawnego obozu Laplume’a i przypuścił atak na zajmowaną przez niego plantację. Tu zastał tylko Murzynkę przywiązaną do drzewa i zakneblowaną, gdyż Laplume nie chciał jej zabijać, a bał się, by nie zdradziła wymarszu. Po śladach zorientował się, w jaki sposób wymknął mu się zręczny przeciwnik. Wysłał więc w pościg jazdę, by powstrzymać pochód Laplumea, a sam z piechotą ciągnął pospiesznym marszem.

Laplume po naradzie z Małachowskim doszedł do wniosku, że nie może podejmować walki z jazdą powstańczą, gdyż to pozwoliłoby nadciągnąć piechocie Ferrou. Skierowano się więc w prawo w zagony trzciny cukrowej, wydzielając oddział 50 ludzi, który idąc brzegiem rowów miał ostrzeliwać jazdę. Gen. Brunet obserwował z wałów Cayes ostatni etap odwrotu, ale mając tylko 300 żołnierzy, obawiał się pospieszyć z pomocą, by sprzyjające powstańcom żywioły w mieście nie wykorzystały sytuacji. Dla podniesienia jednak na duchu wycofujących się kazał strzelać z ciężkich dział w jazdę murzyńską, która próbowała odciąć cofających się od miasta. Laplume wykorzystał kierunek wiatru i kazał podpalić trzcinę, co oddzieliło go pasmem ognia od ścigających.

Osiągnięto bramy Cayes 23 kwietnia koło godziny 14, a nocą wyciągnięto ugrzęzłe po drodze armatki. Tak więc przezorność, brawura, znajomość języka i sposobu walki gen. Laplume’a pozwoliła mu uratować podkomendnych od zatracenia. Niemniej i ta kolumna nie wypełniła przewidzianego w planach dowództwa zadania pacyfikacyjnego i mogła sobie pogratulować, że bez strat wróciła do Cayes.

Wkrótce po powrocie wpłynęło do Cayes pod osłoną korwety sześć kompanii (grenadierska, 1., 2., 3., 7., 8.) III batalionu biorących udział w utarczce 27 kwietnia, gdzie dowodził adiutant komendant Jacqueleu; z „La Vertu” zaś wysiadła 5. kompania, ale bez swego kapitana Wojciecha Potrykowskiego, który (16 V 1803), wraz z bratem adiutantem majorem III batalionu Tadeuszem, zmarł w drodze na żółtą febrę. Na pokładach okrętów i statków dorachowano się zresztą jeszcze 46 podoficerów i legionistów, którzy padli ofiarą zarazy w ciągu tak krótkiego przejazdu morzem. Koledzy chcieli ich pogrzebać nocą, ale gen. Brunet nie zgodził się, twierdząc, że wywarłoby to złe wrażenie na mieszkańcach i załodze; zwłoki więc wrzucono do morza.